|
|
|
|
|
|
|
Amatorzy
kontra
zawodowcy
Poświęcam Dance Tomaszewskiej
|
|
|
|
|
Ostatnio obserwuję silne parcie
do przodu różnych nieudaczników i amatorów. Są
to osobnicy mierni, którzy z racji piastowanych
funkcji, w imię "czyszczenia" spraw organizacyjno-składkowych
zabierają głos wsprawach artystycznych. Wtym miejscu
przypomina mi się aforyzm Jerzego Leca: "Mamy
w kraju bogate zasoby niewykorzystanej energii.
Tupot ćwierćinteligentów".
Kto w stowarzyszeniach artystycznych uczynił członkami
zarządu ludzi bez znaczącego dorobku, którzy nie
zostaliby przyjęci do żadnej prestiżowej organizacji,
a z wszystkich kółek, w których dotychczas siali
zamęt zostali usunięci?! Jest to pytanie retoryczne,
bo wiadomo, że kolejny raz mądrzejsi oddali pole
do działania ekspansywnej miernocie. Jakie to
przynosi skutki? Osłabia i kompromituje organizacje,
często zwieloletnim dorobkiem.
Te niewesołe obserwacje skłoniły mnie do podjęcia
próby ustalenia, kogo dzisiaj w interesujących
mnie najbardziej sztukach wizualnych zaliczylibyśmy
do amatorów, a kogo do zawodowców?
|
|

Andrzej Okińczyc,
Portret prof. Stefana Stuligrosza, akryl na
kartonie, 96,5 x 66,5 cm
|
|
|
Dawniej kryteria były oczywiste. Liczyły się
studia na ASP, PWSSP i dorobek artystyczny, gdy
była taka potrzeba, weryfikowany przez komisje
artystyczne. Poza tym związki artystyczne cieszyły
się znacznie lepszą opinią niż obecnie. Przykładowo
Związek Polskich Artystów Fotografików był organizacją
elitarną. Dbano więc o to, aby byle przeciętniak
się do niej nie dostał. Dzisiaj natomiast wielu
znakomitych artystów nie jest członkami żadnych
organizacji, bo nie jest im to do niczego potrzebne.
Na ich miejsce wpychają się ludzie pozbawieni
i talentu, i dokonań, którym najbardziej zależy
na tym, aby dorwać się do jak najwyższej funkcji.
Sytuację komplikuje rozmnożenie się ASP, kierunków
pedagogiczno-artystycznych ipowstanie uczelni
niepaństwowych. Stąd napływ dużej ilości absolwentów
mających aspiracje artystyczne. Do nich dochodzą
ludzie uprawiający sztukę hobbistycznie, ale również
uczestniczący w wystawach zbiorowych i indywidualnych.
Aby sprawy bardziej nie komplikować wspomnę jeszcze
tylko o absolwentach PWSSP czy ASP, którzy ukończyli
np. architekturę wnętrz, a uprawiają tzw. sztukę
czystą. Jako przykład, że można iść i taką drogą
wymieniłbym nazwiska dwojga znakomitych artystów:
malarki Małgorzaty Maćkowiak oraz rysownika i
ilustratora Lecha Frąckowiaka.
Amatorzy bardzo chcą być uważani za artystów z
prawdziwego zdarzenia, czyli zawodowców. Wielu
postponuje absolwentów wyższych uczelni artystycznych,
chociaż sami mają braki - co jest najbardziej
widoczne - w umiejętnościach warsztatowych, zwłaszcza
gdy chodzi o klasyczne dyscypliny plastyczne.
Ponadto amatorzy za bardzo liczą się z odbiorcą,
chcą być podziwiani i kupowani. Realizują prace
"pod kupca", czyli pracują na zamówienie cudze,
a nie własne, jak większość zawodowców. Niektórzy
nawet nie zdają sobie sprawy ztego, że są epigonami,
że nie wnoszą do sztuki niczego nowego. Z innych
niedostatków niefachowców wymieniłbym jeszcze
braki w wykształceniu ogólnym i w historii sztuki,
co prowadzi do prymitywnej wizji świata. Jeśli
do tego dochodzi jeszcze brak polotu i zapatrzenie
w prace, które "idą" wgaleriach i na aukcjach,
to pole kiczu, kopii, i w najlepszym razie naśladownictwa,
znacznie się poszerza.
Są oczywiście również pozytywne przykłady ludzi,
którzy wyszli z ruchu amatorskiego, jak np. Roman
Kosmala, który mając dyplom z biologii ukończył
dodatkowo rzeźbę na PWSSP i jest artystą wysokiej
klasy, w pełni profesjonalnym. Inny przykład to
Jerzy Jurga, oryginalny malarz, absolwent historii
sztuki, stosujący własne techniki i kreujący niepowtarzalne
światy. To chlubne wyjątki. Zwykle, jeśli jakiś
nieprofesjonalista wybije się ponad przeciętność,
to w jakiejś wąskiej dziedzinie. Jeśli jest przykładowo
rzeźbiarzem to realizuje np. specyficzne małe
formy, ale nie potrafi wykonać naturalnej wielkości
postaci ludzkiej czy pomnika.
Wielu amatorów autentycznie lubi sztukę, ale tworzy
dla przyjemności. W związku ztym, nawet jeśli
mają jakiś talent, to za mało pracują, aby osiągnąć
godne uwagi rezultaty. Profesjonaliści natomiast
są przeciwieństwem amatorów. Przede wszystkim
nie obejmują proponowanych im funkcji, bo pochłaniają
one zbyt wiele czasu, który wolą przeznaczyć na
doskonalenie swojej twórczości. Jeżeli przy tym
są utalentowanymi osobowościami, niebojącymi się
wypowiadać w imieniu własnego "ja", mają wszelkie
dane, aby zaznaczyć swój ślad w historii oraz
zaistnieć na rynku sztuki.
Andrzej Haegenbarth
|
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|