|
Rozmowa z Ryszardem Hoffmannem - prezesem zarządu Pil-Building w Pile.
- Dwadzieścia lat to dość, by dać się poznać od każdej strony, chociaż firma, którą Pan kieruje, najefektowniej prezentuje się bodaj w drugiej połowie tych dwóch dziesiątków swojej historii. - I tak, i nie. Wszystko zależy bowiem od punktu odniesienia i obiektywnych okoliczności. Proponuję, cofnijmy się nieco w czasie. Licząca dziś 400 osób załoga, złożona z bardzo doświadczonej kadry inżynieryjno-technicznej i wysoko kwalifikowanych robotników, gotowych mierzyć się z najostrzejszymi reżimami technologicznymi, wywodzi się z Poznańskiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego nr 2, wykonawcy tak niedawnych wielkich budów przemysłowych. Już wtedy nie musiała wstydzić się swojej roboty, a dziś? Cóż, dziś jesteśmy w innej epoce. Po 1989 r. wszystko się zmieniło: na rynku budowlanym, wcale nie łatwym, pojawili się nowi inwestorzy, nowi wykonawcy i pracujące dla nich niezłe biura projektowe. Słowem, pojawiła się konkurencja! Musieliśmy się dobrze "zakręcić", by poszukać zbytu dla swojego produktu i jak się okazało, najlepiej robić to w miastach średniej wielkości. Więc burzliwie przeżyliśmy okres budowy oczyszczalni ścieków, banków, zakładów energetycznych i gazowniczych oraz innych obiektów użyteczności publicznej. - Rozumiem, że burzliwie, ale i z powodzeniem... - Owszem, jako firma zdaliśmy egzamin, a nie były to zwykłe obiekty. Królowała wizualizacja i indywidualny wyraz każdego z nich, interesujące projekty i najnowocześniejsze technologie. Wymagania były bardzo wysokie! Ale, jak to w życiu - moda w miastach zmienia się, niczym w kalejdoskopie: przyszła moda na szkoły, szkolne sale gimnastyczne, otwiera się era basenów kąpielowych. Cóż nam pozostaje? Podejmujemy każde wyzwanie. Ostatnie z nich to zakład przyrodoleczniczy, wybudowany nad Bałtykiem w Dąbkach. - Faktycznie, od banków do zakładów przyrodoleczniczych dość odległa droga. - Nie dla wszystkich. My daliśmy sobie z tym radę. Zakład, o którym wspomniałem, to pierwszy tego rodzaju obiekt w Polsce. Spełnia najwyższe światowe wymagania przyrodolecznictwa. Razem ze specjalistycznymi ekipami podwykonawców sprostaliśmy temu zadaniu. - Sądzę, że trzeba się liczyć z szybkim podnoszeniem poprzeczki w górę. Polskie miasta chcą być nowoczesne, europejskie. Jak przygotowujecie się do postępujących przewartościowań w mentalności swoich klientów? - Nade wszystko doskonalimy się w tym, w czym już jesteśmy dobrzy. Pracujemy więc nad własną wiarygodnością i tym, by być postrzegani jak najkorzystniej. Toczymy batalię o jakość, terminowość, a co za tym idzie minimalizację usterek i stosowanie najnowocześniejszych technologii. Wzbogacamy i unowocześniamy park maszynowy. Swoją drogą, pomni swoich początków pilnie obserwujemy atrakcyjny dla nas rynek dużych inwestycji. Bardzo nas interesuje rozwój - ciągle jeszcze skromny - budownictwa wielorodzinnego. Ono musi w końcu nabrać rozmachu, a my jesteśmy do dyspozycji... - Z pewnością nie chcielibyście wrócić do smutnych form architektonicznych sprzed lat... - Już powiedziałem, nie musimy się wstydzić niczego, co dotąd wybudowaliśmy, nawet "przed laty". Mamy na swoim koncie wiele nagród i wyróżnień. Jestem pewien, że rodziny, które zamieszkają w budynkach wybudowanych przez nas w najbliższej przyszłości też będą zadowolone. - Rozumiem, że budujecie teraz Państwo nie tylko w obrębie swojego województwa. - Nie, tylko wyszliśmy daleko poza jego granice. Wznosimy obiekty w Warszawskiem i Poznańskiem. Jesteśmy w toku negocjacji kolejnych kontraktów. Podejmujemy się każdej budowy, praktycznie nie ma takiej, do której nie możemy przystąpić. Dzięki temu, że nie jesteśmy zbyt wielką firmą możemy pozwolić sobie na elastyczność i łatwo dostosowujemy się do wymagań inwestorów. Jest to jeden z tych elementów, który obok gwarancji jakościowych upoważnia do optymizmu, podobnie jak postępująca w Polsce stabilizacja i wyraźny dopływ myśli gospodarczej do tego wszystkiego, co nazywamy polityką. - Tak, ale owa optymistyczna przyszłość najeżona jest niebezpieczeństwami. Oto wchodzimy do Unii Europejskiej. Oto nowa, jeszcze groźniejsza konkurencja. - Nie demonizujmy. Konkurencja, jeśli zdrowa, jest pożądana. Nie boimy się jej. Wręcz odwrotnie - jesteśmy przygotowani do najostrzejszej rywalizacji, byle uczciwej. |