|
|
|
|
|
|
|
Zaklęte w ramach jak we śnie
|
|
|
|
|
Tworzy dziwne, jakby niedzisiejsze
obrazy, ukazujące zamarłe postacie kobiet. Aleksandra
Wiertelak, którą przed trzema laty przedstawialiśmy
na tych łamach jako młodą zdolną, poczyniła znaczne
postępy zarówno w obszarze działalności twórczej,
jak i aktywności wystawienniczej. Zwróciła na
siebie uwagę świetnymi wystawami indywidualnymi
(Galeria Wielka w Poznaniu, 2002; V Festiwal Nauki
i Sztuki, Polska Akademia Nauk, 2002), oraz udziałem
w ekspozycjach zbiorowych, gdzie jak np. na Ekoarcie
2002, jej obrazy zdecydowanie wybijały się z tła,
bezsprzecznie należąc do najlepszych. Myślę, że
obecnie, przed cyklem ekspozycji w Polsce i Europie,
jest najodpowiedniejszy moment, aby przypomnieć
tę fascynującą twórczość.
|
|
|
|
|
Wiertelak od początku swojej działalności próbuje
poprzez ciało zobrazować duszę kobiety. Czyni
to inaczej niż na początku drogi twórczej. Wówczas,
można powiedzieć upraszczając, w położeniu kreski
ważny był gest. Linia określająca postać zawsze
była otwarta. Obecnie jest szczelnie zamknięta.
Sylwetki kobiet, najważniejszy element przedstawienia,
budowane są bardzo oszczędnie, bez modelunku.
Autorka tak to określa: wtedy był gest, teraz
jest pieczęć. To stwierdzenie dotyczy nie tylko
takich prac, jak Przypowieść I - Ziarno, ale i
większości pozostałych, w których postacie kobiet
są zamknięte w ciasnych przestrzeniach. "Konturowe
traktowanie sylwet postaci i elementów roślinnych
- czytamy
w jej wypowiedzi odautorskiej - wynika poniekąd
z moich wczesnych inspiracji (secesją, motywami
ludowymi, pismem piktograficznym), których ślad
w moich pracach pozostał".
W najnowszych kompozycjach artystka nie ukazuje,
jak
w pracach wcześniejszych, pogłębionych wizerunków
konkretnych osób. Maluje jak gdyby portret kobiety
w ogóle. Ten zbiorowy konterfekt współtworzą poszczególne
obrazy
z androgynicznymi postaciami anielic, być może
porzuconych kochanek, wróżek czy współczesnych,
okaleczonych Amazonek. Uchwycono je i usytuowano
wśród motywów głównie roślinnych, ale i zwierzęcych,
w szczególnym momencie życia. Wówczas, gdy są
odosobnione, zamknięte w swoim świecie. W chwili
może zagrożenia (Przypowieść I), a na pewno jakiejś
wewnętrznej presji,
o czym zdają się świadczyć elementy otaczające
kobiety.
I najprawdopodobniej tuż przed potencjalnym otwarciem,
jakimś istotnym przełomem. Można tak mniemać,
obserwując dochodzący do głowy jednej z bohaterek
promień życia (Przypowieść II), rozrastającą się
w ciasnych przestrzeniach obrazu roślinność czy
takie formy, jak wzbudzoną falę znajdującą się
w prawym dolnym rogu Przypowieści III.
Próbując usensowić owe intrygujące prace, warto
zastanowić się, co wyrażają figury nagich kobiet
znajdujące się
w stanie jak gdyby zawieszenia. Dlaczego zostały
w specyficzny sposób wpisane w świat przedstawiony,
w którym znaczą nie tylko motywy roślinne, ale
również elementy niemimetyczne, np. wewnętrzne
ramy zawężające pole obrazu; format oraz sposób
usytuowania obrazu
w obrazie, a także inne nieokreślone kształty?
Wchodzą one bowiem
w związki ze znakami mimetycznymi, nabierają znaczeń
i dookreślają prezentowane historie.
Obcowanie z pracami poznańskiej artystki dostarczy
odbiorcy wielu satysfakcjonujących przeżyć estetycznych,
uświadomi mu, że jest współtwórcą dzieła, poprzez
transparentną zasłonę ciała pozwoli zajrzeć do
wnętrza kobiecej duszy.
Andrzej Haegenbarth
|
|
|
|
Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych
w Poznaniu. Obecnie pracownik Uniwersytetu
im. A. Mickiewicza w Poznaniu - asystent
w pracowni malarstwa prof. Andrzeja Niekrasza
(Wydział Edukacji Pedagogiczno-Artystycznej
w Kaliszu).
Uprawia malarstwo olejne, rysunek, pastel.
Wystawia od 1993 roku. W dorobku ma kilka
wystaw i prezentacji indywidualnych, m.in.
w Pałacu Górków w Poznaniu (1993), Salonikach
(Grecja 1995), Palma de Mallorca (2000)
i na V Festiwalu Nauki i Sztuki w Polskiej
Akademii Nauk w Poznaniu (2002). Uczestniczy
również w imprezach krajowych
i międzynarodowych (Międzynarodowe Biennale
Pasteli, Nowy Sącz, 2002).
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|