nasza misja

spis
treści

nasi
partnerzy

kontakt

 

Zgoda rządzi w Toruniu

Rozmowa
z prezydentem Torunia
Michałem Zaleskim

- Jakie miejsce w Pana karierze zajmuje prezydentura w Toruniu?
- Najważniejsze. Odkąd zdecydowałem się kandydować na ten urząd, podkreślałem, że będzie to ukoronowanie mojej pracy. Niektórym marzy się na przykład mandat parlamentarny, dla mnie najważniejszy był urząd prezydenta Torunia, mojego miasta, w którym spędziłem większość swego życia i które kocham. Zdecydowałem się stanąć do wyborów, bo znałem problemy Torunia i jego mieszkańców. Przez dwie kadencje zasiadałem w Radzie Miasta mocno angażując się w jej prace. Przez szesnaście lat kierowałem jedną z największych toruńskich spółdzielni mieszkaniowych i tamte doświadczenia okazały się bezcenne. To przede wszystkim codzienne kontakty z ludźmi i ich problemami, umiejętność organizowania pracy dużych zespołów, przygotowanie i prowadzenie wielkich inwestycji. To także sprawy związane z pomocą najuboższym czy działalnością kulturalno-oświatową. Jednej rzeczy nauczyłem się tam bardzo szybko: okres planowania i przygotowania inwestycji jest ważniejszy od okresu jej realizacji. Jeśli wszystko jest świetnie przygotowane, dopięte na ostatni guzik, jeśli każdy wie, co należy do jego obowiązków i potrafi te obowiązki wypełniać, to samo wzniesienie murów jest już proste. Tę zasadę przeniosłem do pracy w Urzędzie Miasta.


Prezydent Torunia Michał Zaleski

 

Urząd Miasta Torunia
Wydział Informacji, Promocji i Turystyki

tel. +48 56 6118736
fax. +48 56 6521388
www.torun.pl
wipit@um.torun.pl

- Swoją pracę rozpoczął Pan od gruntownej zmiany organizacyjnej Urzędu.
- Przez lata obserwowałem, jak funkcjonuje administracja samorządowa w Toruniu i obejmując urząd miałem już gotową koncepcję zmian. Jedną z pierwszych moich decyzji był zakaz prowadzenia przez urzędników działalności gospodarczej związanej z obowiązkami zawodowymi. Od początku obsadzałem stanowiska nie oglądając się na partyjne sympatie kandydatów. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, jakie są polityczne poglądy urzędników. Apolityczność urzędu nie oznacza oczywiście, że zabraniam działalności politycznej czy społecznej, ale nie może ona mieć wpływu na pracę urzędu. W niedawnych wyborach parlamentarnych startowały trzy osoby kierujące wydziałami, co znamienne - każdy z innej partii. Ważne jest, by moi współpracownicy, podejmując wiele codziennych decyzji, nie tracili z oczu wizji Torunia za pięć czy dziesięć lat.
Z przeprowadzonej niedawno ankiety wynika, że przeciętny torunianin odwiedza Urząd Miasta ledwie raz na dwa lata, ale jeśli już ma jakąś sprawę, chce być obsłużony sprawnie i profesjonalnie. Wydłużyłem czas pracy wydziałów najczęściej odwiedzanych przez mieszkańców, uruchomiliśmy punkty informacyjne w kilku dzielnicach, nie trzeba już krążyć po mieście, by załatwić sprawę. Nasz Urząd od lat boryka się z problemami lokalowymi, jeszcze niedawno działał w 14 oddalonych od siebie budynkach. To się zmienia, nie ma co marzyć o jednym biurowcu, ale skupiamy wydziały w kilku punktach. Między innymi dzięki temu koszty utrzymania administracji samorządowej w przeliczeniu na jednego mieszkańca są dziś o ponad 30 złotych niższe niż dwa lata temu.


- Wspomniał Pan o ankiecie przeprowadzonej wśród mieszkańców, czy często sięgacie po takie narzędzia?
- To było pierwsze po długiej przerwie tak kompleksowe badanie. Chcieliśmy poznać oczekiwania torunian związane z planowanymi inwestycjami, obsługą w urzędzie, a nawet czasem wolnym. Wyniki tej ankiety powinien mieć przed sobą prezydent, radni, dyrektorzy wydziałów podejmując każdą istotną decyzję. To nie jedyna forma konsultacji. Co roku organizujemy cykl kilkunastu spotkań z mieszkańcami wszystkich dzielnic Torunia, zajmuje to trochę czasu, ale daje nieocenione informacje o tym, czego pragną torunianie.
- Co zalicza Pan do największych sukcesów swojej kadencji, a co traktuje Pan jako niepowodzenie?
- Nie patrzę na sukcesy z osobistego punktu widzenia. Sukcesem jest wszystko, co dzieje się w mieście, co wpływa na jego rozwój. To przede wszystkim inwestycje. Toruń jest wielkim placem budowy. Budujemy i remontujemy drogi, prowadzimy program kanalizacji miasta wart dziesiątki milionów euro, powstają nowe budynki oświatowe, jedenasty już basen kryty, a przebudowywany teatr lalek będzie jednym z najciekawszych budynków w Polsce. A to tylko inwestycje gminne. Widać, że w ostatnim czasie torunianie złapali wiatr w żagle - przedsiębiorcy inwestują, ludzie z pomysłami organizują dziesiątki imprez kulturalnych i angażują się w działalność organizacji pozarządowych, których jest w Toruniu bez liku. Uwierzyliśmy w siebie, to cieszy. Za sukces uważam także atmosferę polityczną w mieście. W Radzie Miasta dawno zapomniano o podziałach, nie ma kłótni między klubami, to daje efekty, można skupić się na pracy dla miasta i mieszkańców. A niepowodzenia? Zawsze chciałoby się więcej.
- Toruń to miasto pełne zabytków, zapewne nie brakuje problemów z ich utrzymaniem?
- Tak, ale warto ponosić koszty związane z rewaloryzacją zabytków. Każda złotówka przeznaczona na odnowienie kamienicy czy stylowy bruk na staromiejskich uliczkach to znakomita inwestycja. Jeśli ktoś przyjedzie do Torunia po kilkuletniej przerwie, nie pozna miasta. Ale Toruń nie chce być skansenem. Zabytki muszą żyć, służyć mieszkańcom i turystom, a nie tylko być cenną ozdobą. Chcemy być nie tylko miastem dumnym z przeszłości, ale także nowoczesnym. W przyszłym roku ruszy na przykład budowa Centrum Sztuki Współczesnej. Warto wspomnieć, że w większości będzie ona finansowana z pieniędzy unijnych. To ważne, bo należymy do miast, które pełną garścią czerpią profity z naszego członkostwa w Unii. Realizowany obecnie program rozbudowy i modernizacji ulic bez wsparcia z budżetu Unii trwałby wielokroć dłużej.