|
|
|
|
|
|
|
Zgoda rządzi w Toruniu
Rozmowa
z prezydentem Torunia
Michałem Zaleskim
|
|
|
|
|
|
- Jakie miejsce w Pana karierze
zajmuje prezydentura w Toruniu?
- Najważniejsze. Odkąd zdecydowałem się kandydować
na ten urząd, podkreślałem, że będzie to ukoronowanie
mojej pracy. Niektórym marzy się na przykład mandat
parlamentarny, dla mnie najważniejszy był urząd
prezydenta Torunia, mojego miasta, w którym spędziłem
większość swego życia i które kocham. Zdecydowałem
się stanąć do wyborów, bo znałem problemy Torunia
i jego mieszkańców. Przez dwie kadencje zasiadałem
w Radzie Miasta mocno angażując się w jej prace.
Przez szesnaście lat kierowałem jedną z największych
toruńskich spółdzielni mieszkaniowych i tamte
doświadczenia okazały się bezcenne. To przede
wszystkim codzienne kontakty z ludźmi i ich problemami,
umiejętność organizowania pracy dużych zespołów,
przygotowanie i prowadzenie wielkich inwestycji.
To także sprawy związane z pomocą najuboższym
czy działalnością kulturalno-oświatową. Jednej
rzeczy nauczyłem się tam bardzo szybko: okres
planowania i przygotowania inwestycji jest ważniejszy
od okresu jej realizacji. Jeśli wszystko jest
świetnie przygotowane, dopięte na ostatni guzik,
jeśli każdy wie, co należy do jego obowiązków
i potrafi te obowiązki wypełniać, to samo wzniesienie
murów jest już proste. Tę zasadę przeniosłem do
pracy w Urzędzie Miasta.
|
|
|

Prezydent Torunia Michał Zaleski
|
|
|
|
|
|
|
|
- Swoją pracę rozpoczął Pan od gruntownej zmiany
organizacyjnej Urzędu.
- Przez lata obserwowałem, jak funkcjonuje administracja
samorządowa w Toruniu i obejmując urząd miałem
już gotową koncepcję zmian. Jedną z pierwszych
moich decyzji był zakaz prowadzenia przez urzędników
działalności gospodarczej związanej z obowiązkami
zawodowymi. Od początku obsadzałem stanowiska
nie oglądając się na partyjne sympatie kandydatów.
Nie wiem i nie chcę wiedzieć, jakie są polityczne
poglądy urzędników. Apolityczność urzędu nie oznacza
oczywiście, że zabraniam działalności politycznej
czy społecznej, ale nie może ona mieć wpływu na
pracę urzędu. W niedawnych wyborach parlamentarnych
startowały trzy osoby kierujące wydziałami, co
znamienne - każdy z innej partii. Ważne jest,
by moi współpracownicy, podejmując wiele codziennych
decyzji, nie tracili z oczu wizji Torunia za pięć
czy dziesięć lat.
Z przeprowadzonej niedawno ankiety wynika, że
przeciętny torunianin odwiedza Urząd Miasta ledwie
raz na dwa lata, ale jeśli już ma jakąś sprawę,
chce być obsłużony sprawnie i profesjonalnie.
Wydłużyłem czas pracy wydziałów najczęściej odwiedzanych
przez mieszkańców, uruchomiliśmy punkty informacyjne
w kilku dzielnicach, nie trzeba już krążyć po
mieście, by załatwić sprawę. Nasz Urząd od lat
boryka się z problemami lokalowymi, jeszcze niedawno
działał w 14 oddalonych od siebie budynkach. To
się zmienia, nie ma co marzyć o jednym biurowcu,
ale skupiamy wydziały w kilku punktach. Między
innymi dzięki temu koszty utrzymania administracji
samorządowej w przeliczeniu na jednego mieszkańca
są dziś o ponad 30 złotych niższe niż dwa lata
temu.
|
|
|
|
|
|
|
- Wspomniał Pan o ankiecie przeprowadzonej
wśród mieszkańców, czy często sięgacie po takie
narzędzia?
- To było pierwsze po długiej przerwie tak kompleksowe
badanie. Chcieliśmy poznać oczekiwania torunian
związane z planowanymi inwestycjami, obsługą w
urzędzie, a nawet czasem wolnym. Wyniki tej ankiety
powinien mieć przed sobą prezydent, radni, dyrektorzy
wydziałów podejmując każdą istotną decyzję. To
nie jedyna forma konsultacji. Co roku organizujemy
cykl kilkunastu spotkań z mieszkańcami wszystkich
dzielnic Torunia, zajmuje to trochę czasu, ale
daje nieocenione informacje o tym, czego pragną
torunianie.
- Co zalicza Pan do największych sukcesów swojej
kadencji, a co traktuje Pan jako niepowodzenie?
- Nie patrzę na sukcesy z osobistego punktu widzenia.
Sukcesem jest wszystko, co dzieje się w mieście,
co wpływa na jego rozwój. To przede wszystkim
inwestycje. Toruń jest wielkim placem budowy.
Budujemy i remontujemy drogi, prowadzimy program
kanalizacji miasta wart dziesiątki milionów euro,
powstają nowe budynki oświatowe, jedenasty już
basen kryty, a przebudowywany teatr lalek będzie
jednym z najciekawszych budynków w Polsce. A to
tylko inwestycje gminne. Widać, że w ostatnim
czasie torunianie złapali wiatr w żagle - przedsiębiorcy
inwestują, ludzie z pomysłami organizują dziesiątki
imprez kulturalnych i angażują się w działalność
organizacji pozarządowych, których jest w Toruniu
bez liku. Uwierzyliśmy w siebie, to cieszy. Za
sukces uważam także atmosferę polityczną w mieście.
W Radzie Miasta dawno zapomniano o podziałach,
nie ma kłótni między klubami, to daje efekty,
można skupić się na pracy dla miasta i mieszkańców.
A niepowodzenia? Zawsze chciałoby się więcej.
- Toruń to miasto pełne zabytków, zapewne nie
brakuje problemów z ich utrzymaniem?
- Tak, ale warto ponosić koszty związane z rewaloryzacją
zabytków. Każda złotówka przeznaczona na odnowienie
kamienicy czy stylowy bruk na staromiejskich uliczkach
to znakomita inwestycja. Jeśli ktoś przyjedzie
do Torunia po kilkuletniej przerwie, nie pozna
miasta. Ale Toruń nie chce być skansenem. Zabytki
muszą żyć, służyć mieszkańcom i turystom, a nie
tylko być cenną ozdobą. Chcemy być nie tylko miastem
dumnym z przeszłości, ale także nowoczesnym. W
przyszłym roku ruszy na przykład budowa Centrum
Sztuki Współczesnej. Warto wspomnieć, że w większości
będzie ona finansowana z pieniędzy unijnych. To
ważne, bo należymy do miast, które pełną garścią
czerpią profity z naszego członkostwa w Unii.
Realizowany obecnie program rozbudowy i modernizacji
ulic bez wsparcia z budżetu Unii trwałby wielokroć
dłużej.
|
|
|
 |
|
|
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|